sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 4



Zasiadłam zażenowana zachowaniem Aleksa. Wszyscy patrzyli na mnie ze współczuciem , ale dla mnie do było nic. Od dawna nam się nie układało. Wieczne awantury i sprzeczki, wprawdzie o nic.
-Ciuluuuu.. Nie smutaj mi tu już. – przytuliła mnie Lena.  Ja jednak dalej nie miałam zamiaru się odzywać, bo wiedziałam, że nic nie poprawi mojego humoru.
- Kotlecie. – przemawiał Julianek.
- Liluś, wujaszek do ciebie mówi. – popatrzyłam się na nią zdziwionym wzrokiem. – No co? A może to o mnie mowa? Tylko, że ja nie jem kotletów. Nie zabijam zwierzątek jak wy. – wstałam i wyszłam do swojego pokoju. Wchodząc do niego , rzuciłam się na wielgaśne łóżko i od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

                                            *POWRÓT DO LENKI*
Kiedy Lilka wyszła z salonu , zaczęłam rozmowę z chłopakami.
- Przepraszam za nią. Ma ciężki dzień. – próbowałam ugasić nieprzyjemną atmosferę.
-Nic się nie stało. – uśmiechnął się przyjaźnie Michał.
- A można wiedzieć o co chodzi? Jak dobrze wiesz, to nie za bardzo jestem w temacie. – wtrącił Julek.
-Tak, tak… Ostatnio zaczęli się coraz częściej kłócić. Obwiniali siebie nawzajem, a Aleks jest wiecznie zazdrosny o wszystko. Od początku nie darzyłam go moją sympatią.
- A powiesz mi jeszcze co jeszcze Lilka ode mnie chciała? Bo kazała mi spakować swoje rzeczy na tydzień.
- Cała Lileczka… Nigdy nic nie wytłumaczy. A więc tak. Wyjeżdżamy na Mistrzostwa Polski w piłce plażowej do Gdańska. Chciałyśmy abyś popilnował domu i kocurków.
- Dobra, nie ma sprawy. Gratulacje.  –odrzekł wujek, a Michaś dalej siedział w ciszy.
- Juluś, proszę idź do gościnnego na górę i się rozgość. – zgarnął swoje walizki z przedpokoju i ruszył schodami na górę. Popatrzyłam się na Michała, a nasze spojrzenia się spotkały. Jego niebieskie oczy lśniły w skupieniu. Kiedy się otrząsnął, przewrócił wzrok w drugą stronę i delikatnie się zarumienił. Uśmiechnęłam się pod nosem , udając że rozbawiła mnie latająca mucha obok migającej żarówki. Kilka krótkich chwil, po których przerwałam niezręczną ciszę.
- Omomom… *Socek lub kałkałko  do piciu? – zaproponowałam Misiałkowi.
- A kawę masz?
- Jasne. Rozpuszczalna czy sypana?
- Rozpuszczalna.
- Num to… Zadzieram kiece i lece. – obróciłam się i poczłapałam niczym pingwinek do kuchni. Nastawiłam wodę na kawę, a po jej zagotowaniu przygotowałam napój, jak to mówi Lilka napój Bogów.
- Ile słodzisz? A mleczko od krówki chcesz?
-  Dwie i pół łyżki cukru i mleczko chce. - posłodziłam, dodałam mleka i zaniosłam do salonu. – Dziękuję.
- Proszę.
   Z początku rozmowa nam się nie kleiła , ale później rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od dawna. Podczas rozmowy dowiedziałam się, że Michał także interesuje się siatkówką, tak jak ja i moja siostrzyczka. Sam gra w klubie 3 ligowym. Tak na pogaduszkach zleciało nam kilka godzin. Ploteczki przerwało nam sumo schodzące po schodach.
- Kiedy obiad? – rozglądała się dookoła, szukając wzrokiem obiekt, nadający sens jej życiu.
- A która to godzina? – spytał Misiek, szukający telefonu.
- Grubo po 13. Liluś, wiesz że ja nawet mleko potrafię przypalić…
- O rzesz… Ale się zasiedziałem. Dziewczyny, wybaczcie. Muszę już iść.
- Okejesia, do zobaczenia.
- Pa. – dodała Lilcia.
- Cześć. – wyszedł szybkim krokiem.
- To co? To pizza?
- Yes.
- A umiesz coś innego?
- Yes.
- Co?
- Ja, natürlich.
- Ja pierdziele…  Ogarnij… - powiedziała siostra i przywaliła se face palma. Poszła po telefon z zamiarem zamówienia pizzy. Zamówiła wegetariańską, a ja postanowiłam poczekać na podłodzę. Szukałam gwiazd, podziwiając biały sufit, a zarazem opalając się w blasku lamp.
___________________________________________________________________________________
Hej Wszystkim :)
Chce dodać, że ten blog będzie od teraz prowadzony przeze mnie - Liluśś16 - oraz moją koleżankę. Chcemy Was przeprosić za długą nieobecność. Postaramy się to jak najszybciej nadrobić. Nie miejcie nam za złe tej nieobecności. Pozdrawiamy ! 
P.S.: Prosimy o komentarze ;*