sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 4



Zasiadłam zażenowana zachowaniem Aleksa. Wszyscy patrzyli na mnie ze współczuciem , ale dla mnie do było nic. Od dawna nam się nie układało. Wieczne awantury i sprzeczki, wprawdzie o nic.
-Ciuluuuu.. Nie smutaj mi tu już. – przytuliła mnie Lena.  Ja jednak dalej nie miałam zamiaru się odzywać, bo wiedziałam, że nic nie poprawi mojego humoru.
- Kotlecie. – przemawiał Julianek.
- Liluś, wujaszek do ciebie mówi. – popatrzyłam się na nią zdziwionym wzrokiem. – No co? A może to o mnie mowa? Tylko, że ja nie jem kotletów. Nie zabijam zwierzątek jak wy. – wstałam i wyszłam do swojego pokoju. Wchodząc do niego , rzuciłam się na wielgaśne łóżko i od razu odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

                                            *POWRÓT DO LENKI*
Kiedy Lilka wyszła z salonu , zaczęłam rozmowę z chłopakami.
- Przepraszam za nią. Ma ciężki dzień. – próbowałam ugasić nieprzyjemną atmosferę.
-Nic się nie stało. – uśmiechnął się przyjaźnie Michał.
- A można wiedzieć o co chodzi? Jak dobrze wiesz, to nie za bardzo jestem w temacie. – wtrącił Julek.
-Tak, tak… Ostatnio zaczęli się coraz częściej kłócić. Obwiniali siebie nawzajem, a Aleks jest wiecznie zazdrosny o wszystko. Od początku nie darzyłam go moją sympatią.
- A powiesz mi jeszcze co jeszcze Lilka ode mnie chciała? Bo kazała mi spakować swoje rzeczy na tydzień.
- Cała Lileczka… Nigdy nic nie wytłumaczy. A więc tak. Wyjeżdżamy na Mistrzostwa Polski w piłce plażowej do Gdańska. Chciałyśmy abyś popilnował domu i kocurków.
- Dobra, nie ma sprawy. Gratulacje.  –odrzekł wujek, a Michaś dalej siedział w ciszy.
- Juluś, proszę idź do gościnnego na górę i się rozgość. – zgarnął swoje walizki z przedpokoju i ruszył schodami na górę. Popatrzyłam się na Michała, a nasze spojrzenia się spotkały. Jego niebieskie oczy lśniły w skupieniu. Kiedy się otrząsnął, przewrócił wzrok w drugą stronę i delikatnie się zarumienił. Uśmiechnęłam się pod nosem , udając że rozbawiła mnie latająca mucha obok migającej żarówki. Kilka krótkich chwil, po których przerwałam niezręczną ciszę.
- Omomom… *Socek lub kałkałko  do piciu? – zaproponowałam Misiałkowi.
- A kawę masz?
- Jasne. Rozpuszczalna czy sypana?
- Rozpuszczalna.
- Num to… Zadzieram kiece i lece. – obróciłam się i poczłapałam niczym pingwinek do kuchni. Nastawiłam wodę na kawę, a po jej zagotowaniu przygotowałam napój, jak to mówi Lilka napój Bogów.
- Ile słodzisz? A mleczko od krówki chcesz?
-  Dwie i pół łyżki cukru i mleczko chce. - posłodziłam, dodałam mleka i zaniosłam do salonu. – Dziękuję.
- Proszę.
   Z początku rozmowa nam się nie kleiła , ale później rozmawialiśmy jakbyśmy znali się od dawna. Podczas rozmowy dowiedziałam się, że Michał także interesuje się siatkówką, tak jak ja i moja siostrzyczka. Sam gra w klubie 3 ligowym. Tak na pogaduszkach zleciało nam kilka godzin. Ploteczki przerwało nam sumo schodzące po schodach.
- Kiedy obiad? – rozglądała się dookoła, szukając wzrokiem obiekt, nadający sens jej życiu.
- A która to godzina? – spytał Misiek, szukający telefonu.
- Grubo po 13. Liluś, wiesz że ja nawet mleko potrafię przypalić…
- O rzesz… Ale się zasiedziałem. Dziewczyny, wybaczcie. Muszę już iść.
- Okejesia, do zobaczenia.
- Pa. – dodała Lilcia.
- Cześć. – wyszedł szybkim krokiem.
- To co? To pizza?
- Yes.
- A umiesz coś innego?
- Yes.
- Co?
- Ja, natürlich.
- Ja pierdziele…  Ogarnij… - powiedziała siostra i przywaliła se face palma. Poszła po telefon z zamiarem zamówienia pizzy. Zamówiła wegetariańską, a ja postanowiłam poczekać na podłodzę. Szukałam gwiazd, podziwiając biały sufit, a zarazem opalając się w blasku lamp.
___________________________________________________________________________________
Hej Wszystkim :)
Chce dodać, że ten blog będzie od teraz prowadzony przeze mnie - Liluśś16 - oraz moją koleżankę. Chcemy Was przeprosić za długą nieobecność. Postaramy się to jak najszybciej nadrobić. Nie miejcie nam za złe tej nieobecności. Pozdrawiamy ! 
P.S.: Prosimy o komentarze ;*

środa, 7 maja 2014

Rozdział 3



                                                                *PERSPEKTYWA LILKI*
Już o świcie postawił mnie na nogi dzwoniący telefon. Unosząc głowę, rozpatrywałam miejsce położonej komórki. Słyszałam dźwięk , ale nie mogłam zlokalizować szerokości geograficznej, w której znajdował się przedmiot zakłócający ciszę. Po przeszukaniu całego pokoju w przeciągu minuty, odnalazłam go pod poduszką. „Ja pierdziele… A ja go wszędzie szukałam” – pomyślałam. Kiedy spojrzałam na ekran, moja mina wyglądała mniej więcej tak O.o Miałam dwa nieodebrane połączenia od „Julianek ;*”. W tym momencie ponownie zadzwonił telefon. Szybko odebrałam, bo był to Julek.
-Hallo? – zapytałam niepewnym głosem.
-Lilka?
-Juluś?! – pisnęłam.
-Nie mów do mnie „Juluś”… - odrzekł stanowczym głosem.
-No dobrze, Julianku. – usłyszałam w słuchawce tylko głośnie westchnięcie. – Co tam u Ciebie słychać?
-Dobrze, a jak u Ciebie i siostry?
-Tak jak zawsze…
-Konkurentki szatana jak za dawnych czasów?
-A jak ty byś se to inaczej wyobrażał?
-Hmm… Was? Inaczej się nie da wyobrazić.
-Heh, a tak na poważnie to dobrze , że dzwonisz, bo mam sprawę. – zrobiłam przerwę na wdech i wydech. – Chcesz może sobie zrobić krótki urlopik?
-Yyy… A o co chodzi?
-Pytam się: TAK czy NIE?
-Powiedzmy, że tak.
-Pakuj się na około tydzień i za maksymalnie dwie godziny widzę cię u nas w domu. Wiesz gdzie mieszkamy, więc… Trafisz. Paaaa… -rozłączyłam się nie słuchając odpowiedzi mojego chrzestnego. Poszłam do pokoju Lenki i zastałam ją w stanie krytycznym. Obładowana dookoła poduszkami, chowała się za nimi i wpatrywała się w jedno miejsce.
-Lena… - mówiłam , lecz bez skutecznie. –LENA ! DO JASNEJ CHOLERY ! – wydarłam się tak, że słyszało mnie chyba całe osiedle. Siostra lekko się wzdrygnęła i wskazała drżącą ręką w stronę łóżka.
-Pa.. Pa, pa… Paaaaa… PAJĄK !!! – pisnęła i zakryła głowę kocem. Tak dla wyjaśnienia to Lena panicznie boi się pająków. Naoglądała się za dużo horrorów. – On jest większy niż ja. Nie zdepczemy go i co teraz?! A jak nas zje?! Nie chce umierać, jestem jeszcze za młoda!

Podeszłam do łóżka i nachyliłam się by sprawdzić, czy pająk jest tak wielki jak zapewniała mnie siostra. Przewracałam wzrokiem w te i we w te. Nigdzie go nie widziałam.
-Lenuś , gdzie masz tego WIELKIEEEGO pająka?
-Po lewej ! Po lewej ! Uważaj żeby cię nie ugryzł ! –skierowałam oczy w lewą stronę, a tam był widoczny tylko pajączek wielkości  nakrętki. Wzięłam go na rękę i wyrzuciłam przez okno. -  Ty mój wybawco kochany ! Uratowałaś mnie przed opuszczeniem tego cudownego świata ! – darła się wniebogłosy z rękoma uniesionymi niczym ksiądz xd.
-Dobra, a teraz słuchaj mnie uważnie. – zaczęłam swój monolog. – Po pierwsze: Załatwiłam nam niańkę dla kotów. Po drugie tą niańką jest Julek, a po trzecie przyjedzie za dwie godziny. Jest 7:37 iii… Masz czas do 8:00 i widzę Cię na dole przed wyjściem. Musimy zrobić małe zakupy, bo przyjdą także chłopcy.
-Tak jest ! –zasalutowała Lena. Odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam w kierunku mojego pokoju. Wyciągnęłam z garderoby czarne rurki, czarną bokserkę i czarną bluzę. Udałam się do łazienki w celu wzięcia prysznica. Po kąpieli nałożyłam na twarz podkład, a oczy podkreśliłam eyelinerem oraz przejechałam rzęsy tuszem. Na końcu ubrałam się, rozczesałam włosy i zeszłam gotowa na dół. Spoglądałam na wskazówki zegara, które powoli się przesuwały. Moja nieogarnięta siostrzyczka biegała po całym domu i na każdym kroku pozostawiała bałagan. Po pięciu minutach po czasie zeszła wyszykowana na dół.
-A to my na pogrzeb, a nie na zakupy? – pytała patrząc na mój ubiór.
-Tak.
-Kto umarł?! – dopytywała się Lena.
-Jeśli się nie pośpieszysz to pójdę na TWÓJ pogrzeb… - mruknęłam. – Idziemy już?
-Ale mnie nie zabijesz?
-Nie… Chodź już. – dodałam zirytowana niskim poziomem IQ siostry. Zamknęłyśmy za sobą drzwi i poszłyśmy do Żabki. Po kilku minutach dotarłyśmy do sklepu. Od samego początku Lena buszowała między pułkami.
-Sioostraaa! – krzyczała z drugiej części sklepu. – Weźmy Toffifee!
-Nie. Przyszłyśmy po coś innego.
-A Góralka przynajmniej?
-Nie.
-Monte? - zrobiła oczy jak kot ze Shreka.
-Znasz odpowiedź.
-Czyli… nie? – zrobiły się jej szklane oczka.
-Weź… - powiedziałam , uśmiechając się do niej. – Tylko zrób dobry zapas.
-OkeEeEeEe… -z euforią radości pakowała jogurty.
-A coś innego niż słodycze? – oczekiwałam na dyskretną odpowiedź.
-Mleko?
-Ehh.. Dobra. – westchnęłam.

Zapłaciłyśmy za zakupy i wróciłyśmy do domu. W ostatnich chwilach sprzątałyśmy dom. Akurat kiedy przyjechał Julek wszystko było zrobione. Jak zawsze zaczęła się kłótnia, o to kto otworzy drzwi. Postanowiłyśmy razem dokonać tego wyczynu.
-Julianek ! – powiedziałyśmy chórem i przytuliłyśmy się do niego.
-Cześć dziewczęta.
-Miło znowu cię widzieć. – powiedziałam. – Wejdźmy do środka. Nie stójmy na dworze.

Weszliśmy do domu , a po kilku minutach znowu ktoś pukał do drzwi. Poszłam tym razem otworzyć, nie kłócąc się z siostrą. W progu stał  Aleks, a za nim Michał. Nie wiedziałam co powiedzieć, kiedy zobaczyłam Alka. Siostra szybko podeszła do mnie , a ja udałam się do salonu, w którym siedział mój chrzestny. Wszyscy zasiedliśmy na kanapie. Ani ja, ani Aleks nie odzywaliśmy się.
-Gołąbeczki wy moje. – Lena popatrzyła się na mnie i Alka. – Co z wami? Dalej chodzi wam o tą wczorajszą sprzeczkę?
-To weź mu wytłumacz, bo mnie nie chce słuchać. – odwróciłam głowę w przeciwną stronę.
-Mam świetny pomysł. Chodźcie. – niechętnie udałam się za siostrą na ogródek. – Tutaj was zostawię samych i proszę wytłumaczcie to sobie.

Siostra poszła ponownie do salonu, w którym siedział Julek i Michał. Staliśmy bezsłownie przez parę minut. Nie chciałam nic od niego usłyszeć…
-To może mnie przeprosisz i po sprawie? – pytał.
-Ja? Za co? Za to, że Ty na mnie naskoczyłeś? – już na początku rozmowy zaczął mnie denerwować.
-A co? Może to moja wina?
-Nie no… Oczywiście. Ty nigdy niczemu nie jesteś winny. Taki aniołek z ciebie, prawda?
-Przeprosisz to pogadamy. – wcale nie zmieniał zdania, jakby jego sumienie było czyste.
-Nie, nie , nie… Już bez takich. Mam dosyć ciebie i twoich humorów. Jesteś wredny, chamski i arogancki. Zachowujesz się gorzej niż dziecko! To jest koniec. – odwróciłam się i poszłam do salonu. Za mną wszedł Aleks.
-Ja już pójdę. – wyszedł z domu i więcej się nie odezwał.
___________________________________________________________________________________
Hej Wszystkim , 
Prosiłabym z całego serca wszystkich czytelników o szczere komentarze. Chcę wiedzieć czy moja praca nie jest na marne. Z góry Dzięki i Pozdrawiam ;)

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 2



Kolejnym dniem przywitałyśmy nowy miesiąc jakim był maj. Uniosłam swoje cztery litery i poszłam do pokoju siostry. Otwierając delikatnie drzwi, przeszukiwałam wzrokiem całe pomieszczenie. O dziwo nie zastałam jej w pokoju. Było to do niej bardzo niepodobne. Z przerażeniem zaczęłam szukać Lilki po domu. Pierwsze kroki skierowałam ku łazience, która znajdowała się na piętrze. Otwierając drzwi, zapaliłam światło i odskoczyłam z przerażenia.
-BOŻE ! A ja Cię wczoraj szukałam…  - przywaliłam sobie face palma i wygoniłam rudego kocura z łazienki. Nabrałam tchu i powoli zeszłam na dół. Ani w salonie, ani w kuchni i też w pokoju gościnnym nie było mojej siostrzyczki. Tracąc wiarę, że ją znajdę udałam się do lodówki. Przy otwieraniu maszyny zwanej potocznie lodówką, zamachnęłam się jak japoński ninja. J Spostrzegłam tylko światło w lodówce. „Pusta? Przecież wczoraj był jeszcze nasz zapas Monte…” –pomyślałam. Nagle ciszę moich rozmyślań, przerwał niepokojący hałas, który dobiegał z łazienki. Obróciłam się o 180 stopni i spostrzegłam Morta siedzącego pod drzwiami. Pełna lęku stawiałam małe, powolne kroki, kierując się do wejścia, przy którym siedział kot.
-Co Mort? Otwieramy? –chwyciłam za klamkę i pchnęłam drzwi do przodu. Okazało się, że trzeba ciągnąć. Pociągnęłam je i wślizgnęłam się do pomieszczenia. Poczułam zapach jogurtu i zauważyłam postać zżerającą Monte. Jej twarz i ubranie było całe w jogurcie. Z wrzaskiem wybiegłam z łazienki i popędziłam tylnym wejściem do ogrodu. Bez namysłu wykonałam skok do basenu niczym Michael Phelps. Za mną biegła roześmiana postać, którą okazała się być Lilka.
-Pogięło Cię? – pytała dokańczając jedzenie ostatniego kubeczka Monte.
-Bojuuu… Myślałam, że to jakiś zbój…  - przewróciłam wzrok w drugą stronę i westchnęłam.
-Hahahahaha! –wydała z siebie zabójczy śmiech i biorąc rozpęd, skoczyła na efektowną bombę do basenu.
-Jakie tsunami!
-Ejjj, ważę tylko 60kg… - mamrotała pod nosem.
-I o 60kg za dużo.
-Trzy, dwa, jeeeeeedeeeen… FOCH !!! – po pięciu minutach ciszy między nami, wybuchnęłyśmy niepochamowanym śmiechem. Postanowiłyśmy wyjść z zimnej wody i każda z nas poszła wziąć ciepły prysznic.
                                                     *2h później*
Siedziałyśmy w salonie i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
-Idź otwóóórz… Mi się nie chce. – jęczała Lilka.
-Dobra, dobra.. Już idę. – wstałam z kanapy  i poczłapałam w stronę śnieżno-białych wrot.  Przechodząc, wyjrzałam przez okno, w których było widać dwóch osobników, którzy próbowali dostać się na nasz teren. Jeden z nich był mi bardzo dobrze znany , lecz drugiego pamiętam jedynie jakby przez mgłę.
-LILKA ! Aleks przyszedł… - popatrzyłam w jej stronę i zauważyłam Lilę pędzącą niczym struś pędziwiatr. Zasłoniłam dłońmi twarz i czekałam na najgorsze. Poczułam jedynie chłodny wiatr, ale nie zaznałam bólu. Odsłoniłam twarz i zauważyłam jak siostra pindrzy się przy lusterku. „Kolejny face palm… Nie jest źle.” – pomyślałam i odwróciłam się by otworzyć drzwi.
-Cześć, jest Liluś? – spytał, szukając jej wzrokiem. Nie zdążyłam odpowiedzieć na te pytanie, ponieważ  wypchnęła mnie z wejścia i stanęła przed osobnikami płci przeciwnej.
-Hej Aluś! –przytuliła się do niego i obserwowała uważnie chłopaka stojącego z tyłu. – Po co przyszliście?
-Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz. Czemu mi tego nie powiedziałaś? –pytał dociekliwie chłopak Lilki.
-Po pierwsze: To WYJEŻDŻAMY, a po drugie nie miałam kiedy…
-Tsaaa… -mruknął. – A Michałowi powiedziałaś…
-Yyy... Ja go w ogóle nie znam. – powiedziała, a ja nadal wsłuchiwałam się w kłótnię siostry z Aleksem. Ciągle stałam i zastanawiałam się kim jest brunet, stojący za chłopakiem Lilki. Wreszcie mnie olśniło.
-Aaaa! To przecież ten chłopak, któremu zatrzasnęłaś drzwi przed nosem. – wtrąciłam się w kłótnię. Wszyscy zwróciliśmy oczy na milczącego chłopaka, aż wreszcie postanowił przemówić:
-Racja. Zapomniałem Ci Aleks powiedzieć…
-O czym? – pytał podenerwowany blondyn.
-Miałem osobiście dostarczyć ten list, w którym dziewczęta miały się dowiedzieć, że dostały się do Mistrzostw Polski w piłce plażowej. Wyleciało mi to całkowicie z głowy.
-Wsłuchiwałeś się w kłótnię i nic nie powiedziałeś?! – naskoczyła Lilka na Michała.
-Przepraszam… Zamyśliłem się.
-Zamyśliłeś?! Ja się kłócę z Alkiem od paru minut , a Ty dopiero się ocknąłeś?!
-Siooostraa… Daj se siana. –klepnęłam ją po braku.
-Nieee… Ja się już nie odzywam. – uniosła obie ręce na znak milczenia i poszła obrażona do salonu. Wychyliłam się za nią by sprawdzić czy wszystko jest w miarę w porządku. Siedziała naburmuszona z założonymi rękoma.
-Może lepiej już pójdźcie… Jutro przyjdźcie z rana na kawę lub herbatę. Załagodzimy tą całą chorą sytuację. – dodałam, próbując wybrnąć z dalszej kłótni. Chciałam pocieszyć choć trochę siostrę.
-Dobra. Jutro się tu stawimy. – rzekł blondyn i odszedł.
-Cześć. – pożegnał się Michał i poszedł za Alkiem.
-Pa. – stałam jeszcze chwilę w progu i obserwowałam chłopaków. Nim zamknęłam drzwi, brunet obrócił się jeszcze na chwilkę i uśmiechnął się.

Poszłam do siostry i usiadłam obok. Próbowałam ją pocieszyć jednak było to jak syzyfowa praca. Stanęłam przy oknie i spoglądałam jak krople deszczu zaczynają spadać z pierzastych chmur.
-Chyba będzie burza… - próbowałam zmienić temat.
-Nie pocieszasz. Wiesz, że panicznie boję się burzy.
-Ehh… - wzdychałam. –Liluś , co mam zrobić?
-Nic. – uparcie trzymała się swojego słowa.
-Pamiętasz jak byłyśmy małe… Co chciałyśmy mieć żelkowy samochód, napędzany warzywami?
-Tak, a warzywami , bo nigdy nie chciałyśmy ich jeść. – lekko się uśmiechnęła.
-Piękne czasy… - wracałam wspomnieniami do czasów z dzieciństwa. – O albo jak chciałyśmy chodzić na plecach? A jest to raczej nie możliwe…
-Heh, nawet tak próbowałyśmy robić. – z każdą chwilą jej uśmiech stawał się bardziej widoczny. – Jednak najpiękniejszą chwilą w moim życiu był nasz pierwszy mecz siatkówki. Słońce, plaża…
-Piłka i siatka… - dodałam. – To był naprawdę cudowny dzień.
-A teraz spełni się dalszy ciąg naszych marzeń… - złożyła ręce jak do modlitwy i patrzyła się w sufit. – Jeszcze tylko kilka dni i wyjeżdżamy.

Wspominałyśmy najpiękniejsze dla nas chwile, a Lilka z czasem zapomniała o kłótni. Nadeszła burza. Jednak ani ja, ani moja siostra nie zwróciłyśmy na to uwagi. Dzień wcale się nie dłużył. Zleciał błyskawicznie. Rozterki miłosne odrzuciłyśmy na bok i zajęłyśmy się swoją robotą. Syf pozostały wczoraj w kuchni wymagał sprzątnięcia, więc wzięłyśmy się do pracy. Tak minęła reszta dnia...

Rozdział 1



                                                
Jak co dnia wstałam o wiele wcześniej niż Lilka. Zadzierając nosem w dół i spoglądając do góry nogami na świat, wycierałam lokami podłogę niczym mop. Robiąc przewrót w tył z łóżka upadłam na głowę. „Nie ma to jak zapomnieć wyciągnąć ręce przed siebie. Ehh... Skleroza nie boli” – pomyślałam. Poprawiłam czerwone wdzianko i wdarłam się do pokoju siostry. Stałam przez jakiś czas nieruchomo i zastanawiałam się co zrobić. W jednej chwili złapałam ją bezmyślnie za nogę, zwalając z łóżka. Po mocnym uderzeniu głową o podłogę byłam pewna, że przebudzi się z zimowego snu. Zatargnęłam ją na środek pokoju, kiedy nadal słodko sobie chrapała. Popędziłam do łazienki, zagarniając ze sobą miskę z wodą i wparowałam ponownie do pokoju z wrzaskiem niczym tarzan. Z rozbiegu wylałam całą wodę na twarz Lilki. Nachyliłam się nad nią, bo byłam pewna, że to nic nie dało. Jednak szybka reakcja siostry spowodowała, że wystrzeliła z podłoża jak torpeda przy czym zderzyłyśmy się głowami. Rozległ się huk. Spojrzałyśmy na siebie i upadłyśmy na ziemię ze śmiechem. W jednej chwili wszystko zaczęło nas bawić. To był standardowy poranek z siostrzyczką.

Po kilku minutach rozległa się cisza, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Jedno ostre spojrzenie z siostrą na siebie i wszystko jasne. Zerwałyśmy się z podłogi i zbiegłyśmy po schodach na dół.
 -Ja otworzę! - wydarłam się na cały głos
. -Nie! Suń dupsko! Ja otworzę !
 -Peszek! - dodałam, docierając do śnieżno-białych wrot. Chciałam je otworzyć, kiedy nagle Lilka wpadła na mnie od tyłu. Stuknęłyśmy o drzwi.
-Kto to? Kto to? - jęczała jak dziecko.
 -Chce zobaczyć... Daj na spokojnie otworzyć drzwi. -zirytowana zachowaniem siostry, pociągnęłam za klamkę i otworzyły się wrota. Stałyśmy osłupiałe, a ciekawość zżerała nas od środka. W progu stanął elegancko ubrany chłopak. Nie rozumiałyśmy nic z tej sytuacji.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale kazano mi dostarczyć to osobiście. - mówił powoli brunet.
 -Nic się nie stało, a do kogo to? -wtrąciła się siostra.
-Odbiorcą tego listu ma być Lena Sączyk, aaa...
 -Aaa? - wspólnie podśpiewałyśmy.
 -A drugim odbiorcą jest Lilliana Sączyk.
 -Jest ! -Lila wyrwała oba listy i zatrzasnęła drzwi, wbiegając do kuchni. Poszłam za nią i przyglądałam się jej wydziwom. Skakała ze szczęścia.
 -Jest! Jest! Jest! -powtarzała w koło.
-Co jest?
 -List! Lenciu moja kochana! List!
-Ale... Z czego to?
 -A kto tutaj w plażówkę gra, hę? Zapomniałaś już całkowicie?
 -A no tak! Pokaż to!
 -Nie, nie, nie... Kładziemy je na stole. Otworzymy dopiero o 16:16.
-Heh, ok. Wszystko rozumiem.- uśmiechnęłam się i popędziłam na górę do pokoju

Siedziałam i zastanawiałam się co jest w kopercie. Czy jednak coś pozytywnego... A może jednak znowu nic. Ciekawość nie dawała mi spokoju. Po chwilach namysłu poszłam się odświeżyć ciepłym prysznicem. Rozebrałam się i odkręciłam wodę, która delikatnie spadała na moje ciało. W jednej chwili szumiące kropelki przestały spływać. Próbowałam sprawdzić co się stało, gdy po chwili usłyszałam śmiech, dobiegający zza drzwi.
-Lila?! Co Ty wyprawiasz? -próbowałam się czegokolwiek dowiedzieć. Jednak nikt nie odpowiadał, a śmiech ucichł. Zdenerwowana całym zejściem, ubrałam szlafrok i zeszłam na dół. Wystarczył widok śmiejącej się siostrzyczki, aby się domyślić kto był sprawcą.
-Ha ha ha... Ale śmieszne - mówiłam wrogim głosem.
-Bardzo! -wydusiła jedynie kilka słów i nadal pozostała w śmiechu. - Było tego nie jeść. Tak to bym chamsko nie zagrała.
 -Czego nie jeść?
-Marsa! I nie udawaj głupiej, przecież tylko my tutaj mieszkamy.
-Pff... - westchnęłam. - I tak ten Twój "Sram" był nie dobry.
 - Było go nie jeść!
- Widzisz... Istnieją ludzie i ludziska. Nie chciałam abyś się zatruła. Minął termin ważności. - wtrąciłam ze śmiechem.
 - Dobra, dobra... Już Ci zwrócę wodę.
 - Dziękuję.- wróciłam na górę by dokończyć przerwany prysznic. Tak już z siostrą żyje, że z miłości do siebie odpłacamy dobre za nad dobre. Nigdy nie mamy głupim dowcipom za złe. W końcu liczy się zabawa. Zbliżała się godzina 16, dlatego zasiadłam w kuchni przy stole i czekałam na spóźnialską Lilkę. Wpatrywałam się w zegarek i z każdą sekundą traciłam cierpliwość. Myślałam, że już nie zdąży, kiedy w ostatniej chwili wbiegła zdyszana do domu.
-Jestem! - pokazywała na zegarek, który wskazywał godzinę 16:15. - Mam minutę!
 -Chodź tu szybko! - zasiadła obok mnie i chwyciłyśmy koperty. Spojrzałyśmy na siebie i równo w uzgodnionym czasie otworzyłyśmy kopertę. Czytałam powoli by nie ominąć ani słowa. Kiedy skończyłam czytać z wrażenia upuściłam list. Z czasem otrząsnęłam się i spojrzałam na siostrę. Po jej policzku spływała łza.
-Nie wierze... - próbowała coś wydusić z siebie. - Udało nam się! Wreszcie! -zaczęła cieszyć się jak dziecko z lizaka. Nie potrafiłyśmy opanować emocji.
-Mistrzostwa Polski w piłce plażowej! Dostałyśmy się! Nasze marzenie się spełniło! -zaczęłyśmy biegać po całym domu. Z góry na dół, z dołu na górę. Nasza radość była nie do opisania. Reszty tego dnia nic nie zmieniło. Było fantastycznie.