czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 2



Kolejnym dniem przywitałyśmy nowy miesiąc jakim był maj. Uniosłam swoje cztery litery i poszłam do pokoju siostry. Otwierając delikatnie drzwi, przeszukiwałam wzrokiem całe pomieszczenie. O dziwo nie zastałam jej w pokoju. Było to do niej bardzo niepodobne. Z przerażeniem zaczęłam szukać Lilki po domu. Pierwsze kroki skierowałam ku łazience, która znajdowała się na piętrze. Otwierając drzwi, zapaliłam światło i odskoczyłam z przerażenia.
-BOŻE ! A ja Cię wczoraj szukałam…  - przywaliłam sobie face palma i wygoniłam rudego kocura z łazienki. Nabrałam tchu i powoli zeszłam na dół. Ani w salonie, ani w kuchni i też w pokoju gościnnym nie było mojej siostrzyczki. Tracąc wiarę, że ją znajdę udałam się do lodówki. Przy otwieraniu maszyny zwanej potocznie lodówką, zamachnęłam się jak japoński ninja. J Spostrzegłam tylko światło w lodówce. „Pusta? Przecież wczoraj był jeszcze nasz zapas Monte…” –pomyślałam. Nagle ciszę moich rozmyślań, przerwał niepokojący hałas, który dobiegał z łazienki. Obróciłam się o 180 stopni i spostrzegłam Morta siedzącego pod drzwiami. Pełna lęku stawiałam małe, powolne kroki, kierując się do wejścia, przy którym siedział kot.
-Co Mort? Otwieramy? –chwyciłam za klamkę i pchnęłam drzwi do przodu. Okazało się, że trzeba ciągnąć. Pociągnęłam je i wślizgnęłam się do pomieszczenia. Poczułam zapach jogurtu i zauważyłam postać zżerającą Monte. Jej twarz i ubranie było całe w jogurcie. Z wrzaskiem wybiegłam z łazienki i popędziłam tylnym wejściem do ogrodu. Bez namysłu wykonałam skok do basenu niczym Michael Phelps. Za mną biegła roześmiana postać, którą okazała się być Lilka.
-Pogięło Cię? – pytała dokańczając jedzenie ostatniego kubeczka Monte.
-Bojuuu… Myślałam, że to jakiś zbój…  - przewróciłam wzrok w drugą stronę i westchnęłam.
-Hahahahaha! –wydała z siebie zabójczy śmiech i biorąc rozpęd, skoczyła na efektowną bombę do basenu.
-Jakie tsunami!
-Ejjj, ważę tylko 60kg… - mamrotała pod nosem.
-I o 60kg za dużo.
-Trzy, dwa, jeeeeeedeeeen… FOCH !!! – po pięciu minutach ciszy między nami, wybuchnęłyśmy niepochamowanym śmiechem. Postanowiłyśmy wyjść z zimnej wody i każda z nas poszła wziąć ciepły prysznic.
                                                     *2h później*
Siedziałyśmy w salonie i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
-Idź otwóóórz… Mi się nie chce. – jęczała Lilka.
-Dobra, dobra.. Już idę. – wstałam z kanapy  i poczłapałam w stronę śnieżno-białych wrot.  Przechodząc, wyjrzałam przez okno, w których było widać dwóch osobników, którzy próbowali dostać się na nasz teren. Jeden z nich był mi bardzo dobrze znany , lecz drugiego pamiętam jedynie jakby przez mgłę.
-LILKA ! Aleks przyszedł… - popatrzyłam w jej stronę i zauważyłam Lilę pędzącą niczym struś pędziwiatr. Zasłoniłam dłońmi twarz i czekałam na najgorsze. Poczułam jedynie chłodny wiatr, ale nie zaznałam bólu. Odsłoniłam twarz i zauważyłam jak siostra pindrzy się przy lusterku. „Kolejny face palm… Nie jest źle.” – pomyślałam i odwróciłam się by otworzyć drzwi.
-Cześć, jest Liluś? – spytał, szukając jej wzrokiem. Nie zdążyłam odpowiedzieć na te pytanie, ponieważ  wypchnęła mnie z wejścia i stanęła przed osobnikami płci przeciwnej.
-Hej Aluś! –przytuliła się do niego i obserwowała uważnie chłopaka stojącego z tyłu. – Po co przyszliście?
-Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz. Czemu mi tego nie powiedziałaś? –pytał dociekliwie chłopak Lilki.
-Po pierwsze: To WYJEŻDŻAMY, a po drugie nie miałam kiedy…
-Tsaaa… -mruknął. – A Michałowi powiedziałaś…
-Yyy... Ja go w ogóle nie znam. – powiedziała, a ja nadal wsłuchiwałam się w kłótnię siostry z Aleksem. Ciągle stałam i zastanawiałam się kim jest brunet, stojący za chłopakiem Lilki. Wreszcie mnie olśniło.
-Aaaa! To przecież ten chłopak, któremu zatrzasnęłaś drzwi przed nosem. – wtrąciłam się w kłótnię. Wszyscy zwróciliśmy oczy na milczącego chłopaka, aż wreszcie postanowił przemówić:
-Racja. Zapomniałem Ci Aleks powiedzieć…
-O czym? – pytał podenerwowany blondyn.
-Miałem osobiście dostarczyć ten list, w którym dziewczęta miały się dowiedzieć, że dostały się do Mistrzostw Polski w piłce plażowej. Wyleciało mi to całkowicie z głowy.
-Wsłuchiwałeś się w kłótnię i nic nie powiedziałeś?! – naskoczyła Lilka na Michała.
-Przepraszam… Zamyśliłem się.
-Zamyśliłeś?! Ja się kłócę z Alkiem od paru minut , a Ty dopiero się ocknąłeś?!
-Siooostraa… Daj se siana. –klepnęłam ją po braku.
-Nieee… Ja się już nie odzywam. – uniosła obie ręce na znak milczenia i poszła obrażona do salonu. Wychyliłam się za nią by sprawdzić czy wszystko jest w miarę w porządku. Siedziała naburmuszona z założonymi rękoma.
-Może lepiej już pójdźcie… Jutro przyjdźcie z rana na kawę lub herbatę. Załagodzimy tą całą chorą sytuację. – dodałam, próbując wybrnąć z dalszej kłótni. Chciałam pocieszyć choć trochę siostrę.
-Dobra. Jutro się tu stawimy. – rzekł blondyn i odszedł.
-Cześć. – pożegnał się Michał i poszedł za Alkiem.
-Pa. – stałam jeszcze chwilę w progu i obserwowałam chłopaków. Nim zamknęłam drzwi, brunet obrócił się jeszcze na chwilkę i uśmiechnął się.

Poszłam do siostry i usiadłam obok. Próbowałam ją pocieszyć jednak było to jak syzyfowa praca. Stanęłam przy oknie i spoglądałam jak krople deszczu zaczynają spadać z pierzastych chmur.
-Chyba będzie burza… - próbowałam zmienić temat.
-Nie pocieszasz. Wiesz, że panicznie boję się burzy.
-Ehh… - wzdychałam. –Liluś , co mam zrobić?
-Nic. – uparcie trzymała się swojego słowa.
-Pamiętasz jak byłyśmy małe… Co chciałyśmy mieć żelkowy samochód, napędzany warzywami?
-Tak, a warzywami , bo nigdy nie chciałyśmy ich jeść. – lekko się uśmiechnęła.
-Piękne czasy… - wracałam wspomnieniami do czasów z dzieciństwa. – O albo jak chciałyśmy chodzić na plecach? A jest to raczej nie możliwe…
-Heh, nawet tak próbowałyśmy robić. – z każdą chwilą jej uśmiech stawał się bardziej widoczny. – Jednak najpiękniejszą chwilą w moim życiu był nasz pierwszy mecz siatkówki. Słońce, plaża…
-Piłka i siatka… - dodałam. – To był naprawdę cudowny dzień.
-A teraz spełni się dalszy ciąg naszych marzeń… - złożyła ręce jak do modlitwy i patrzyła się w sufit. – Jeszcze tylko kilka dni i wyjeżdżamy.

Wspominałyśmy najpiękniejsze dla nas chwile, a Lilka z czasem zapomniała o kłótni. Nadeszła burza. Jednak ani ja, ani moja siostra nie zwróciłyśmy na to uwagi. Dzień wcale się nie dłużył. Zleciał błyskawicznie. Rozterki miłosne odrzuciłyśmy na bok i zajęłyśmy się swoją robotą. Syf pozostały wczoraj w kuchni wymagał sprzątnięcia, więc wzięłyśmy się do pracy. Tak minęła reszta dnia...

2 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba już nie mogę doczekać się następnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej co tydzień. Pozdrawiam :D

      Usuń