Kolejnym dniem przywitałyśmy
nowy miesiąc jakim był maj. Uniosłam swoje cztery litery i poszłam do pokoju
siostry. Otwierając delikatnie drzwi, przeszukiwałam wzrokiem całe
pomieszczenie. O dziwo nie zastałam jej w pokoju. Było to do niej bardzo
niepodobne. Z przerażeniem zaczęłam szukać Lilki po domu. Pierwsze kroki
skierowałam ku łazience, która znajdowała się na piętrze. Otwierając drzwi,
zapaliłam światło i odskoczyłam z przerażenia.
-BOŻE ! A ja Cię wczoraj
szukałam… - przywaliłam sobie face palma
i wygoniłam rudego kocura z łazienki. Nabrałam tchu i powoli zeszłam na dół.
Ani w salonie, ani w kuchni i też w pokoju gościnnym nie było mojej
siostrzyczki. Tracąc wiarę, że ją znajdę udałam się do lodówki. Przy otwieraniu
maszyny zwanej potocznie lodówką, zamachnęłam się jak japoński ninja. J Spostrzegłam tylko
światło w lodówce. „Pusta? Przecież wczoraj był jeszcze nasz zapas Monte…” –pomyślałam.
Nagle ciszę moich rozmyślań, przerwał niepokojący hałas, który dobiegał z
łazienki. Obróciłam się o 180 stopni i spostrzegłam Morta siedzącego pod
drzwiami. Pełna lęku stawiałam małe, powolne kroki, kierując się do wejścia,
przy którym siedział kot.
-Co Mort? Otwieramy? –chwyciłam za
klamkę i pchnęłam drzwi do przodu. Okazało się, że trzeba ciągnąć. Pociągnęłam je
i wślizgnęłam się do pomieszczenia. Poczułam zapach jogurtu i zauważyłam postać
zżerającą Monte. Jej twarz i ubranie było całe w jogurcie. Z wrzaskiem wybiegłam
z łazienki i popędziłam tylnym wejściem do ogrodu. Bez namysłu wykonałam skok
do basenu niczym Michael Phelps. Za mną biegła roześmiana postać, którą okazała
się być Lilka.
-Pogięło Cię? – pytała dokańczając
jedzenie ostatniego kubeczka Monte.
-Bojuuu… Myślałam, że to jakiś
zbój… - przewróciłam wzrok w drugą
stronę i westchnęłam.
-Hahahahaha! –wydała z siebie
zabójczy śmiech i biorąc rozpęd, skoczyła na efektowną bombę do basenu.
-Jakie tsunami!
-Ejjj, ważę tylko 60kg… - mamrotała
pod nosem.
-I o 60kg za dużo.
-Trzy, dwa, jeeeeeedeeeen… FOCH
!!! – po pięciu minutach ciszy między nami, wybuchnęłyśmy niepochamowanym
śmiechem. Postanowiłyśmy wyjść z zimnej wody i każda z nas poszła wziąć ciepły
prysznic.
*2h później*
Siedziałyśmy w salonie i
rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
-Idź otwóóórz… Mi się nie chce. –
jęczała Lilka.
-Dobra, dobra.. Już idę. –
wstałam z kanapy i poczłapałam w stronę
śnieżno-białych wrot. Przechodząc,
wyjrzałam przez okno, w których było widać dwóch osobników, którzy próbowali
dostać się na nasz teren. Jeden z nich był mi bardzo dobrze znany , lecz
drugiego pamiętam jedynie jakby przez mgłę.
-LILKA ! Aleks przyszedł… -
popatrzyłam w jej stronę i zauważyłam Lilę pędzącą niczym struś pędziwiatr.
Zasłoniłam dłońmi twarz i czekałam na najgorsze. Poczułam jedynie chłodny
wiatr, ale nie zaznałam bólu. Odsłoniłam twarz i zauważyłam jak siostra pindrzy
się przy lusterku. „Kolejny face palm… Nie jest źle.” – pomyślałam i odwróciłam
się by otworzyć drzwi.
-Cześć, jest Liluś? – spytał,
szukając jej wzrokiem. Nie zdążyłam odpowiedzieć na te pytanie, ponieważ wypchnęła mnie z wejścia i stanęła przed
osobnikami płci przeciwnej.
-Hej Aluś! –przytuliła się do
niego i obserwowała uważnie chłopaka stojącego z tyłu. – Po co przyszliście?
-Nie wiedziałem, że wyjeżdżasz.
Czemu mi tego nie powiedziałaś? –pytał dociekliwie chłopak Lilki.
-Po pierwsze: To WYJEŻDŻAMY, a
po drugie nie miałam kiedy…
-Tsaaa… -mruknął. – A Michałowi
powiedziałaś…
-Yyy... Ja go w ogóle nie znam. –
powiedziała, a ja nadal wsłuchiwałam się w kłótnię siostry z Aleksem. Ciągle
stałam i zastanawiałam się kim jest brunet, stojący za chłopakiem Lilki.
Wreszcie mnie olśniło.
-Aaaa! To przecież ten chłopak,
któremu zatrzasnęłaś drzwi przed nosem. – wtrąciłam się w kłótnię. Wszyscy
zwróciliśmy oczy na milczącego chłopaka, aż wreszcie postanowił przemówić:
-Racja. Zapomniałem Ci Aleks
powiedzieć…
-O czym? – pytał podenerwowany
blondyn.
-Miałem osobiście dostarczyć ten
list, w którym dziewczęta miały się dowiedzieć, że dostały się do Mistrzostw
Polski w piłce plażowej. Wyleciało mi to całkowicie z głowy.
-Wsłuchiwałeś się w kłótnię i
nic nie powiedziałeś?! – naskoczyła Lilka na Michała.
-Przepraszam… Zamyśliłem się.
-Zamyśliłeś?! Ja się kłócę z
Alkiem od paru minut , a Ty dopiero się ocknąłeś?!
-Siooostraa… Daj se siana. –klepnęłam
ją po braku.
-Nieee… Ja się już nie odzywam. –
uniosła obie ręce na znak milczenia i poszła obrażona do salonu. Wychyliłam się
za nią by sprawdzić czy wszystko jest w miarę w porządku. Siedziała
naburmuszona z założonymi rękoma.
-Może lepiej już pójdźcie… Jutro
przyjdźcie z rana na kawę lub herbatę. Załagodzimy tą całą chorą sytuację. – dodałam,
próbując wybrnąć z dalszej kłótni. Chciałam pocieszyć choć trochę siostrę.
-Dobra. Jutro się tu stawimy. –
rzekł blondyn i odszedł.
-Cześć. – pożegnał się Michał i
poszedł za Alkiem.
-Pa. – stałam jeszcze chwilę w
progu i obserwowałam chłopaków. Nim zamknęłam drzwi, brunet obrócił się jeszcze
na chwilkę i uśmiechnął się.
Poszłam do siostry i usiadłam
obok. Próbowałam ją pocieszyć jednak było to jak syzyfowa praca. Stanęłam przy
oknie i spoglądałam jak krople deszczu zaczynają spadać z pierzastych chmur.
-Chyba będzie burza… -
próbowałam zmienić temat.
-Nie pocieszasz. Wiesz, że
panicznie boję się burzy.
-Ehh… - wzdychałam. –Liluś , co
mam zrobić?
-Nic. – uparcie trzymała się
swojego słowa.
-Pamiętasz jak byłyśmy małe… Co
chciałyśmy mieć żelkowy samochód, napędzany warzywami?
-Tak, a warzywami , bo nigdy nie
chciałyśmy ich jeść. – lekko się uśmiechnęła.
-Piękne czasy… - wracałam
wspomnieniami do czasów z dzieciństwa. – O albo jak chciałyśmy chodzić na
plecach? A jest to raczej nie możliwe…
-Heh, nawet tak próbowałyśmy
robić. – z każdą chwilą jej uśmiech stawał się bardziej widoczny. – Jednak najpiękniejszą
chwilą w moim życiu był nasz pierwszy mecz siatkówki. Słońce, plaża…
-Piłka i siatka… - dodałam. – To
był naprawdę cudowny dzień.
-A teraz spełni się dalszy ciąg
naszych marzeń… - złożyła ręce jak do modlitwy i patrzyła się w sufit. –
Jeszcze tylko kilka dni i wyjeżdżamy.
Wspominałyśmy najpiękniejsze dla
nas chwile, a Lilka z czasem zapomniała o kłótni. Nadeszła burza. Jednak ani
ja, ani moja siostra nie zwróciłyśmy na to uwagi. Dzień wcale się nie dłużył.
Zleciał błyskawicznie. Rozterki miłosne odrzuciłyśmy na bok i zajęłyśmy się
swoją robotą. Syf pozostały wczoraj w kuchni wymagał sprzątnięcia, więc
wzięłyśmy się do pracy. Tak minęła reszta dnia...
Bardzo mi się podoba już nie mogę doczekać się następnego :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej co tydzień. Pozdrawiam :D
Usuń