czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 1



                                                
Jak co dnia wstałam o wiele wcześniej niż Lilka. Zadzierając nosem w dół i spoglądając do góry nogami na świat, wycierałam lokami podłogę niczym mop. Robiąc przewrót w tył z łóżka upadłam na głowę. „Nie ma to jak zapomnieć wyciągnąć ręce przed siebie. Ehh... Skleroza nie boli” – pomyślałam. Poprawiłam czerwone wdzianko i wdarłam się do pokoju siostry. Stałam przez jakiś czas nieruchomo i zastanawiałam się co zrobić. W jednej chwili złapałam ją bezmyślnie za nogę, zwalając z łóżka. Po mocnym uderzeniu głową o podłogę byłam pewna, że przebudzi się z zimowego snu. Zatargnęłam ją na środek pokoju, kiedy nadal słodko sobie chrapała. Popędziłam do łazienki, zagarniając ze sobą miskę z wodą i wparowałam ponownie do pokoju z wrzaskiem niczym tarzan. Z rozbiegu wylałam całą wodę na twarz Lilki. Nachyliłam się nad nią, bo byłam pewna, że to nic nie dało. Jednak szybka reakcja siostry spowodowała, że wystrzeliła z podłoża jak torpeda przy czym zderzyłyśmy się głowami. Rozległ się huk. Spojrzałyśmy na siebie i upadłyśmy na ziemię ze śmiechem. W jednej chwili wszystko zaczęło nas bawić. To był standardowy poranek z siostrzyczką.

Po kilku minutach rozległa się cisza, kiedy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Jedno ostre spojrzenie z siostrą na siebie i wszystko jasne. Zerwałyśmy się z podłogi i zbiegłyśmy po schodach na dół.
 -Ja otworzę! - wydarłam się na cały głos
. -Nie! Suń dupsko! Ja otworzę !
 -Peszek! - dodałam, docierając do śnieżno-białych wrot. Chciałam je otworzyć, kiedy nagle Lilka wpadła na mnie od tyłu. Stuknęłyśmy o drzwi.
-Kto to? Kto to? - jęczała jak dziecko.
 -Chce zobaczyć... Daj na spokojnie otworzyć drzwi. -zirytowana zachowaniem siostry, pociągnęłam za klamkę i otworzyły się wrota. Stałyśmy osłupiałe, a ciekawość zżerała nas od środka. W progu stanął elegancko ubrany chłopak. Nie rozumiałyśmy nic z tej sytuacji.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale kazano mi dostarczyć to osobiście. - mówił powoli brunet.
 -Nic się nie stało, a do kogo to? -wtrąciła się siostra.
-Odbiorcą tego listu ma być Lena Sączyk, aaa...
 -Aaa? - wspólnie podśpiewałyśmy.
 -A drugim odbiorcą jest Lilliana Sączyk.
 -Jest ! -Lila wyrwała oba listy i zatrzasnęła drzwi, wbiegając do kuchni. Poszłam za nią i przyglądałam się jej wydziwom. Skakała ze szczęścia.
 -Jest! Jest! Jest! -powtarzała w koło.
-Co jest?
 -List! Lenciu moja kochana! List!
-Ale... Z czego to?
 -A kto tutaj w plażówkę gra, hę? Zapomniałaś już całkowicie?
 -A no tak! Pokaż to!
 -Nie, nie, nie... Kładziemy je na stole. Otworzymy dopiero o 16:16.
-Heh, ok. Wszystko rozumiem.- uśmiechnęłam się i popędziłam na górę do pokoju

Siedziałam i zastanawiałam się co jest w kopercie. Czy jednak coś pozytywnego... A może jednak znowu nic. Ciekawość nie dawała mi spokoju. Po chwilach namysłu poszłam się odświeżyć ciepłym prysznicem. Rozebrałam się i odkręciłam wodę, która delikatnie spadała na moje ciało. W jednej chwili szumiące kropelki przestały spływać. Próbowałam sprawdzić co się stało, gdy po chwili usłyszałam śmiech, dobiegający zza drzwi.
-Lila?! Co Ty wyprawiasz? -próbowałam się czegokolwiek dowiedzieć. Jednak nikt nie odpowiadał, a śmiech ucichł. Zdenerwowana całym zejściem, ubrałam szlafrok i zeszłam na dół. Wystarczył widok śmiejącej się siostrzyczki, aby się domyślić kto był sprawcą.
-Ha ha ha... Ale śmieszne - mówiłam wrogim głosem.
-Bardzo! -wydusiła jedynie kilka słów i nadal pozostała w śmiechu. - Było tego nie jeść. Tak to bym chamsko nie zagrała.
 -Czego nie jeść?
-Marsa! I nie udawaj głupiej, przecież tylko my tutaj mieszkamy.
-Pff... - westchnęłam. - I tak ten Twój "Sram" był nie dobry.
 - Było go nie jeść!
- Widzisz... Istnieją ludzie i ludziska. Nie chciałam abyś się zatruła. Minął termin ważności. - wtrąciłam ze śmiechem.
 - Dobra, dobra... Już Ci zwrócę wodę.
 - Dziękuję.- wróciłam na górę by dokończyć przerwany prysznic. Tak już z siostrą żyje, że z miłości do siebie odpłacamy dobre za nad dobre. Nigdy nie mamy głupim dowcipom za złe. W końcu liczy się zabawa. Zbliżała się godzina 16, dlatego zasiadłam w kuchni przy stole i czekałam na spóźnialską Lilkę. Wpatrywałam się w zegarek i z każdą sekundą traciłam cierpliwość. Myślałam, że już nie zdąży, kiedy w ostatniej chwili wbiegła zdyszana do domu.
-Jestem! - pokazywała na zegarek, który wskazywał godzinę 16:15. - Mam minutę!
 -Chodź tu szybko! - zasiadła obok mnie i chwyciłyśmy koperty. Spojrzałyśmy na siebie i równo w uzgodnionym czasie otworzyłyśmy kopertę. Czytałam powoli by nie ominąć ani słowa. Kiedy skończyłam czytać z wrażenia upuściłam list. Z czasem otrząsnęłam się i spojrzałam na siostrę. Po jej policzku spływała łza.
-Nie wierze... - próbowała coś wydusić z siebie. - Udało nam się! Wreszcie! -zaczęła cieszyć się jak dziecko z lizaka. Nie potrafiłyśmy opanować emocji.
-Mistrzostwa Polski w piłce plażowej! Dostałyśmy się! Nasze marzenie się spełniło! -zaczęłyśmy biegać po całym domu. Z góry na dół, z dołu na górę. Nasza radość była nie do opisania. Reszty tego dnia nic nie zmieniło. Było fantastycznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz